Oszczędzałam, zbierałam grosz do grosza i z jakąś tam pulą pieniędzy, zaczęłam przeglądać oferty na Allegro.
Każdym kto w tamtym czasie pytał "co u mnie słychać", dowiadywał się, że poszukuję nowszego samochodu. To co działo się potem czasem przypominało agitację polityczną lub nachalne próby nawrócenia mnie na inną religię.
A wszystko przez to, że każdy jest "wyznawcą" jakiejś marki i w najlepszym przypadku, za inną nie przepada.
Zadowolenie wszystkich dookoła okazało się nie lada wyzwaniem.
Ktoś może zapytać, czemu mam innych zadowalać, skoro jestem dorosła i to ja będę jeździła tym autem.
No cóż. Ja nigdy nie ukrywałam, że na samochodach się nie znam. Owszem potrafię rozpoznawać model i markę, czasem rocznik, ale o tym czy dany samochód cieszy się dobrą opinią i niezawodnością nie miałam pojęcia. Stąd byłam podatna na sugestie.
Jako kulturoznawca z wykształcenia, staram się zawsze być wyrozumiała, tolerancyjna i podchodzić do wszystkiego najbardziej obiektywnie jak się da.
I jestem w stanie zrozumieć wyznawców konkretnych marek, ale słuchanie w kółko mądrości i jedynie słusznych opinii było nie do zniesienia. Żeby chociaż były jednakowe, ale każdy doradzał mi coś innego!
Mój ojciec, który po za maluchami a jeszcze wcześniej jednośladem " Jawa" (którego podobno sprzedał jak się urodziłam) głównie jeździł Citroenami. Najpierw BXem a teraz Xarą. Ile ja się nasłuchałam od niego, żebym koniecznie Xarę kupiła to już tylko ja wiem.
A jak nie Xarę to koniecznie coś z rodziny Citroena.
Rozmawiając z sąsiadem X, właścicielem Jeepa i jednocześnie miłośnikiem tejże marki, usłyszałam zdanie: "samochodów na f się nie kupuje! czyli Fordów i franzuców!"
On sam doradzał mi też terenówkę, która pali "tylko" 16 l. Nie, nie gazu... benzyny.
No mnie akurat nie stać na takiego żłopacza. Może i miałabym chęć kiedyś pojeździć po wertepach autem z napędem 4x4, ale myślę że na to mam czas. A na codzie terenówka nie jest mi niezbędna przecież.
Tylko że sąsiad wiedział lepiej.
Kolega z pracy nr1, kolega z pracy nr2 oraz dwóch kolegów z pracy nr 3 i 4... każdy z nich jeździ Audi. I naturalnie inne marki dla nich nie istnieją.
Mój brat również zamienił Starletkę na Audi.
No Audi to Audi! Niemieckie to solidne! Z pewnością tak jest i A3 mojego brata to szatan nie samochód, którym lubię czasem sobie pojeździć, ale dla mnie jeszcze nie czas na tą markę. Za te cztery kółeczka na grillu słono się płaci.
No to jak nie Audi, to może nieco tańszy i ubóstwiany przez polaków "samochód ludowy" czyli Volks Wagen?
Tu z kolei napotkałam się z opinią mojej szefowej, która najpierw miała Golfa a teraz Passata. Na wzmiankę, że sama rozważam Golfa, dosłownie poczułam że mam od niej błogosławieństwo. Bo ona jeździ tylko VW i niczym innym.
Z kolei szaf mojej mamy jednocześnie bliski znajomy rodziny, dowiadując się o mych egzystencjonalnych rozterkach motoryzacyjnych grzmiał : Toyota, Toyota i jeszcze raz Toyota.
Wśród marek, które doradzali mi wszyscy po drodze, głosząc że: TAK! TO TEN SAMOCHÓD I ŻADEN INNY! WEŹ TEN!, były Mazda, Peugot, Huynday i Nissan chyba też się zdarzył.
Zdarzyły się też marki i modele "tabu". Za hasła "Ford w dieslu" oraz "Opel w dieslu" bałam się czasem dostać po gębie. Więcej hejtu niż Kaczyński na Tuska.
Owszem, słyszałam opinie jakoby po iluś tam tysiącach km, silniki diesla w dwóch wyżej wymienionych markach odmawiały współpracy bezpowrotnie, ale znam ludzi którzy w samochody tych dwóch marek zaopatrują całe rodziny. (Mondeo-Fokus- Fiesta oraz Astra i Corsa).
Inna sprawa, że ja sama zawsze miałam jakiś problem z Oplem Astra. I dziwnym zbiegiem okoliczności, nie poznałam człowieka, który raz mając Astrę potem byłby jej wierny i wymienił na nowszą...
Ekspertem okazała się być również moja babcia 70letnia, która nigdy w życiu sama nie siedziała za kółkiem. "Tylko nie kupuj srebrnego bo srebrne to bardziej kradną."- rzekła babcia do wnusi.
Ile osób, tyle opinii a ja sama jedna i wciąż bez auta :(
Ostatecznie wyszło tak ( też za czyjąś namową, ale tej decyzji nie żałuję i z obecnym samochodem czuję się w symbiozie, a moja miłość do niego rośnie z dnia na dzień:) że pozostałam wierna marce i po Toyocie Starlet przyszła pora na Toyotę Avensis.
Gabarytowo to skok na głęboką wodą, bo jak pisałam, kochałam w starletce fakt, że dało się nią zaparkować niemal wszędzie.
Bałam się chwilę, że np z parkowaniem będę mieć problemy, ale skoro z Peugotem Boxerem daję radę na parkingu i w trasie, to z Avensis kombi sobie nie poradzę?
Ale o przygodzie z Boxerem innym razem ;)

.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz