pot. żart. używany przy odświętnych okazjach.
Jako że akurat dziś niedziela i statystyczny Polak, jeszcze przed rosołem, schabowym i Familiadą był w kościele na sumie, to dziś idealna okazja do wyjaśnienia czym w pojęciu blahary są samochody kościołowe.
Są to samochody, o których słyszy się na podobnej zasadzie jak miejskie legendy. Znajomy znajomego, opowiadał, że teść babci żony szwagra kuzynki sąsiada to miał samochód, którym tylko do kościoła jeździł...
Po za tym, że rzecz jasna auto kościołowe jest podstawowym środkiem transportu na mszę niedzielną, jest zawsze trzymane w garażu, niemal fabrycznie nowe oraz przebieg nie przekraczający 50 tysięcy km.
Ja słyszałam też kilka takich historii. Np o trabancie, który "z tyłu to jeszcze oryginalną folię na siedzeniach miał", albo o tym, że "właściciel to go w garażu na dywanie parkował!".
Np moja osobista pani dr stomatolog opowiadała o tym, że jej ciotka, majętna kobieta, w latach osiemdziesiątych zrobiła prawo jazdy i zakupiła sobie nowego Mercedesa. Jednak wsiadła do niego raz czy dwa i stwierdziła, że bycie kierowcą to nie na jej nerwy. Po czym zamknęła okaz w garażu i trzymała tam, aż do momentu, kiedy młodsza siostra mojej dentystki nie zrobiła prawka, w związku z czym owa ciotka ofiarowała owego Mercedesa w prezencie świeżo upieczonemu kierowcy.
Czasem również na Autokrata.pl (nie żeby to była jakaś krypciocha tego serwisu, po prostu czasem czytam) z zaczerwienionymi policzkami śledzę artykuły o tym, że ktoś gdzieś w jakiejś szopie znalazł samochód pod sianem. Intrygujące są w tym momencie historie aut, które zostały kupione i schowane w świetnym stanie a potem pozostawione na lata w ukryciu i nie używane.
Po za tym na Autokracie to jak lubię wszystkie artykuły o starych samochodach, nie tylko kościołowych. Np kiedyś czytając artykuł o Citroenie DS, prawie się wzruszyłam, tak był ładnie napisany :)
Samochody spod kołderki*.
Terminu 'spod kołderki' najczęściej używamy z moim bratem w kontekście stanu lakieru samochodów.
A jego geneza ma związek z ogłoszeniem na otomoto.pl, które znaleźliśmy kiedyś przeglądając oferty aut bez powodu, z czystej ciekawości.
Pamiętam też że było to w przeddzień premiery "Skyfall" i chyba mieliśmy sprawdzić coś odnoście Aston Martin'a, ale jakimś trafem zaczęliśmy oglądać Starletki.
Moja osobista, którą już opisywałam, poszła za mniej niż 1000zł.
A ta którą jakiś ktoś wystał, została wyceniona na 4000zł.
Wg ogłoszenia, model różniący się chyba tylko tym , że zamiast 3 była 5-drzwiowa. Miał 40 tysięcy przebiegu i został sprowadzony z Niemiec. Nie mogę powiedzieć, na zdjęciach autko wyglądało naprawdę jakby wyjechało z salonu. I tu nie chodzi o lakier, który błyszczał, (a mógł być równie dobrze świeżo po malowaniu), ale wnętrze, którego każdy detal znałam na pamięć z mojego modelu, ( a przypomnę auto w tym roku wg papierów powinno być już 19-letnie) sprawiało wrażenie nieużywanego nigdy.
No i na koniec to, co moją i brata uwagę przybiło najbardziej: wg ogłoszenia, osoba która oferowała Starlet na sprzedaż, u owego Niemca, "znalazła ją w garażu pod kołdrami i kocami".
Cóż każdemu autku życzę takich warunków przechowywania...
Oczywiście nie mamy z bratem pewności czy to ogłoszenie było autentycznie jak również stan licznika i lakieru, jednak element z kołderką zapadł nam w pamięć na zawsze.
Kończąc ten jakże pełen potwierdzonych i rzetelnych informacji post, muszę stwierdzić, że na pewno "Niemiec płakał jak sprzedawał" ;)
Przeczytałam, ciekawy post. Już się bałam, że będziesz pisać o autach księży ;) No, ale tytuł musiał być intrygujący. Pisz dalej, będę czytać! Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń