sobota, 20 września 2014

pierwszej fury nie zapomina się nigdy.

Tak jak pierwszej miłości, tak i pierwszego samochodu nie zapomina się nigdy.
Nieliczni mają takiego farta, że ich pierwsza miłość motoryzacyjna jest jednocześnie ich pierwszą furą. 

Ja o sobie tego powiedzieć nie mogę, bo pierwszym samochodem, który świadomie zaczął mi się podobać i widząc go na ulicy, dostawałam wspomnianego skrętu szyi, był Huynday Coupe FX, dokładnie model produkowany w latach 1997-2003. 
Do tego coupe mam sentyment po dziś dzień. 

Jednak dziś opowiem wam story o sentymencie do innego auta, którego, jak w tytule- nie zapomnę nigdy, chyba że niczym Jason'a Bourne'a, dopadnie mnie amnezja. 

Starlet, bo o niej będzie mowa,  to jeden z modeli Toyoty, produkowany od '73 roku. 

"Gwiazdeczka" od zawsze miała opinię samochodu niezawodnego. Podejrzewam, że głównie za sprawą prostej konstrukcji, w której zwyczajnie nie miało się co psuć.

Muszę przyznać, że do napisania tego postu podchodziłam już kilka razy i w miarę wyszukiwania informacji o Starletce natrafiałam na coraz to nowe zdjęcia i ciekawostki. A to skutkowało pisaniem całego tekstu od nowa.

Cudze chwalicie, swego nie znacie. Sami nie wiecie czym pomykacie.

Miłośnicy i znawcy tematu może i mnie wyśmieją, ale jako pierwsza z pomocnymi informacjami przyszła mi ciocia Wikipedia. No cóż. Przynajmniej spis kolejnych serii Starletek jest czytelny i usystematyzowany. Liczyłam  na więcej zdjęć starszych modeli, ale polska strona Wiki zarzuciła raptem czterema zdjęciami na krzyż.
Być może w tym, że jestem określana blacharą jest więcej sensu niż mnie samej się wydaje ( o czym przekonuję się z dnia na dzień...) ale stylistyka nadwozia samochodów z lat '70 zapiera mi dech w piersiach. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, że "Gwiazdeczki" były produkowane od 1973 roku.
I były tak piękne.


Zanim Toyota wypuściła pierwszą Starlet, jej poprzednikiem była Publica. O czym też nie miałam pojęcia, bo i skąd. Ten model (KP 37 V) przez mądre źródło z internetu został określony Vanem. Współczesne Vany przywodzą raczej na myśl furgonetki, a gdyby mnie ktoś zapytał o zdanie, stwierdziłabym, że to jest combi. Ale jak widać na przestrzeni 40 lat w pojmowaniu typu nadwozia wiele się zmieniło.

A teraz pierwsza Gwiazdeczka!

 Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, kiedy odnalazłam to zdjęcie, to to kształt bocznych szyb (nie wiem jak to inaczej określić. Jak mówiłam dopiero się uczę). Zarówno z tyłu jak i z przodu, karoseria jakby jedzie sobie do góry. W ostatnim modelu Starlet można by się dopatrzeć nawiązania,bo tam przy przedniej szybie mamy spadek. Ale by to dostrzec, musicie zeskrolować sobie stronę na sam koniec posta. W każdym razie kolejne modele takich zakrzywień nie miały. Nie wiem jak Wam, ale mi się ten element bardzo podoba.

Ze skąpych informacji na temat tego modelu można wywnioskować, że te Starletki miały napęd na tylną oś. Ale na ile pewne to info to nie wiem... Niestety urodziłam się chyba w złych czasach i możliwe że się już nie dowiem.

No i jeszcze te lusterka na masce! Przyznam że widziałam takie cudo tylko raz i to w bliżej nieokreślonym (dla mnie) roczniku Hondy Civic. Mam nadzieję, że i tę zagadkę rozwiążę.
Osobiście bałabym się tak daleko ustawionych lusterek. Ze współczesnymi , tuż przy szybie jest mi dobrze, a fakt, że chyba wszystkie samochody mają teraz właśnie takie lusterka, świadczy o tym, że tamto rozwiązanie nie było idealne...

Znaczek na grillu... coś mi się wydaje, że właściciel tak bardzo chciał odpicować i tak piękne auto (w odbiciu tego lakieru spokojnie można by sobie zrobić makijaż) i doczepił współczesny znaczek. Nie jestem pewna od kiedy Toyota ma dokładnie takie logo, ale na innych zdjęciach tego modelu na środku jest napis. Nie mniej, jaram się. Ta Starlet jest piękna i żałuję, że ten samochód nie był popularny w Polsce. Generalnie jak sięgam pamięcią do dzieciństwa to wszędzie były tylko Fiaty. Maluchy, Uno, Cinquecento. Innym marek zwyczajnie nie pamiętam.  

A to zdjęcie to już w ogóle, gdzieś przywodzi na myśl maleńką wersję Mustanga.
I taka własnie była Starlet- 39 lat temu.

Potem serię 40, zastąpiła seria 60.
Też przyjemna i wzbudzająca we mnie ciepłe uczucia, zwłaszcza przez przednie reflektory. Okrągłe i kwadratowe zarazem.
Boczna linia, jak wspominałam została wyprostowana na kolejne serie aż do 1996 roku.

Brak tu również sportowego pazura, ale i tak jest nieźle.

Osobiście nie gustuję w stylistyce lat  '80. No i tutaj  nie było lepiej. Kańciasto, surowo. Strach się przytulić, żeby się nie podrapać. 
I tak, mamy tu Serię 70, kolejno roczniki 1982 i 1983 wypuszczonej na rynek amerykański.


Moje oczy (a nigdy nie upierałam się, że są nieomylne) dostrzegają głównie to, że w wersji US majstrowali coś przy przednim grillu, światłach i zderzaku. 
Kształtem teraz bardziej do Golfa lub starych Polo podobne ;/ No ale taka była moda. 
W kolejnych latach wypuścili model z silnikiem Diesla o pojemności 1.5.  

A tu już zabytek, jak widać mocno nadgryziony przez upływający czas.




Seria 80/90 wydaje mi się już znaczenie współcześniejsza. A przynajmniej dostrzegam w niej zapowiedź modelu jakim sama jeździłam. Nadal kańciasto, ale światła przednie to już zdecydowanie inna stylistyka. Jest to najstarszy model Starlet jaki udało mi się spotkać na Polskich ulicach. Ten model był produkowany od 1989 roku, a biorąc pod uwagę sytuacje ekonomiczno-polityczną w Polsce, mogę się domyślać, że wcześniejsze modele nie miały tu jak dotrzeć. 



No i nadszedł czas na prezentację modelu, którym jeździłam ja.

Czerwone maleństwo, nazywane również Turbobiedronką, Czerwonym Hasaczem lub po prostu Starletką, miało wg dowodu silnik 1.0 a wg specjalistów takich jak m.in mój mechanik, 1.3.  (podejrzewam, że pojemność została obniżona celem zapłacenia niższego podatku przez pierwszego właściciela w Polsce).
Jednak na osiągi ni jak się to nie przekładało, bo przy czterobiegowej skrzyni biegów, naprawdę musiałam ją rozbujać żeby cokolwiek wyprzedzić. Jedyne co zawsze mi wychodziło, to ku irytacji moich sąsiadów- okazjonalne ruszanie z piskiem opon. Ale tylko okazjonalne.

Koni mechanicznych w fabryce dali też tylko 50 o ile dobrze pamiętam. 
Najczęściej jednak Starlet występowały w wersjach z 75 konnym silnikiem i w pojemnościach 1.3 i 1.5. 

Moja wersja była najuboższa. Bez wspomagania (wykręcając można sobie było biceps zrobić:P) Jednak do jazdy po mieście, na zakupy czy do parkowania, tam gdzie mało miejsca- była samochodzikiem idealnym. Szczególnie kochałam wąskie słupki z tyłu, nie ograniczające widoczności. 
fot. Patryk Huńkowski 


 Razem z moim bratem i jednocześnie prawowitym jej właścicielem, własnymi siłami staraliśmy się odświeżyć lakier i tak gdzie wystąpiła korozja, robiliśmy zaprawki. Sama gładziłam szpachlę papierem ściernym :D Ale o tym szerzej w kolejnych postach.

Ponieważ oryginalny napis uległ zniszczeniu, zafundowaliśmy Starletce nowy ;)
Czcionka inspirowana Ikarusem.

Niestety nic nie trwa wiecznie i tak jak potrzeby się zmieniają, tak i wypada zmienić samochód. Muszę przyznać, że odkąd przesiadłam się w większy samochód, czuję się zwyczajnie bezpieczniej na drodze. Nie raz czułam podmuch przejeżdżającego obok mnie nawet niewiele większego auta, o ciężarówkach czy TIRach nie wspominając. 
Nie mniej jestem dozgonnie wdzięczna temu autku, że na nim mogłam nauczyć się jeździć, bo nie ukrywajmy- najpierw zdaje się na prawko, a dopiero potem człowiek uczy się jeździć ;)
Na pierwsze auto w życiu, polecam każdemu. Uczy pokory na drodze.

fot. Piotr Miernik

A tu już zdjęcie od jej nowego właściciela- przed przerejestrowaniem i w oczekiwaniu na nowe blachy;)
Jak każda kobieta kocham dodatki i uważam, że te amerykańskie blachy dodają jej jakiegoś uroku.

No i nadszedł czas na najmłodszą Gwiazdeczkę. Produkowana do 1999 roku została później zastąpiona Yarisem, których (wszystkich dotychczasowych modeli) na polskich drogach mamy całe mrowie.



Styliści zdecydowanie postawili na krągłości. Jest to Model który chyba najbardziej odstaje od pozostałych, a jednocześnie jest tak niepozorny i dyskretny (żeby nie powiedzieć, że nijaki), że ciężko go zauważyć na ulicy. W porównaniu z pierwszą Yaris i kolejnymi, które są zdecydowanie bardziej kosmiczne, ten model Starlet jest chyba też najbardziej zachowawczy.
 Gdyby nie fakt, że potrzebowałam combi i teraz w garażu stoi Avensis z tej właśnie generacji, pewnie zdecydowałabym się ostatni model Starlet.


Celowo pominęłam temat wszelkich tuningów i wersji sportowych, ponieważ nie tylko nie znam się na nich to jeszcze wszelkie spojlery tak zaburzają wygląd auta, że czasem nie jestem w stanie rozpoznać modelu.

Jeśli ktoś wytrzymał lekturę do tego momentu gratuluję i dziękuję jednocześnie. Za wszelkie sugestie i porady dotyczące tematyki motoryzacyjnej będę bardzo wdzięczna :)

2 komentarze:

  1. yay! nie dotarło do mnie jakoś, że prowadzisz podwójne życie blogerki samochodowej (a nie tylko rękodzielniczej) nie mniej czytało się fajnie i całe szczęście to nie było przebijanie się przez tabelki z niezmiernie ważnymi danymi technicznymi (moment w Nm, spalanie przy jedździe pod górę, rodzaj rekomendowanego oleju i płynu hamulcowego) tylko miłe dla oka pisanie :) ja - mimo że facet - mam do samochodów iście 'babskie' podejście - lubię jak dobrze wygląda i jeździ bez usterek ;P mimo że w wieku lat 5-7 samochodami byłem zajarany strasznie, to jakoś mi przeszło. że od zawsze żyję w silnie zurbanizowanym i skomunikowanym krajobrazie, to jazda samochodem zawsze kojarzy mi się albo z burżujstwem (kto ma kasę i czas na stanie w korkach, płacenie za benzynę, parking, ubezpieczenie i mandaty skoro za 3 zł można pojechać pociągiem do centrum..) albo z wożeniem mebli/cegieł/styropianu/desek (samochód wołem roboczym) albo wycieczkami za miasto (to może na starość,. obecnie mnie do miasta ciągnie bardziej). nie mniej, nie pogardziłbym gdybym miał kluczyki do pięknie zachowanego malucha z 76', albo fiata 125p 1500, trabanta (helmut, rura!) lub forda scirocco GTX (historia na cały post). o citroenie DS nie wspominam, bo to marzenie równe z leceniem w kosmos lub pokojem na świecie..
    czekam na kolejne posty ;] (mam nadzieję że nie ograniczysz się tylko do swoich aut i przygód z tras.. )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, blog moto to świeża sprawa, ale za punkt honoru postawiłam sobie "auto-rozwój";) w tej dziedzinie. Tabelek unikam jak ognia, bo pisać będę tylko o tym co sama rozumiem :D Zdecydowanie Helmut, Scirocco i DS (ach DS.... <3) oraz Datsun są na mojej blaharowej liście do opisania i poznania :) A aut ostatnio objeździłam sporo. To będzie całe story o tym jak poszukiwałam obecnego auta :)

      Usuń